Menu

wybraliśmy LEPSZE ŻYCIE

Pewnie niektórym z Was śni się ucieczka na wieś. Nam się to udało i zaczęliśmy nowe, lepsze życie.

...I KROPKA

owapastelowa

20180817_172000

Nasza Tusia jest już dojrzałą panną, skończyła sześć lat. Do tej pory miała kontakt głównie z kotami, więc trochę jest kotem. Przecież wychowywała się z Gremlinsem (aktualnie Kocinakiem), gdy w domu były jeszcze dwa dorosłe koty. Do dziś podstawia się Cichoszy do lizania po pysku. A kiedy żył jeszcze Pędzelek, to koty lizały ją na zmianę. I warczeć się nauczyła – zamiast mruczeć. Jej warczenie nie oznacza ostrzeżenia, jest tylko dźwiękiem towarzyszącym zabawie, co niekiedy jest trudno wytłumaczyć naszym gościom, szczególnie kiedy Tusia warczy przy dzieciach.

Konsekwencją kociego rodowodu Tuśki jest problem z porozumieniem się z innymi psami. Kiedy ją przyniosłam z lasu miała jakieś sześć tygodni, więc okres socjalizacji z innymi członkami stada, który zwykle przypada na siódmy i ósmy tydzień, spędziła z ludźmi i kotami. W tym czasie raz tylko odwiedził nas przyjaciel z pieskiem, ale kundelek był nieduży i czarny, więc chyba Tusia też go uznała za kota. Bimber zaś nie był zainteresowany suczką, bo była już po sterylizacji i specjalnie nie nakłaniał jej do psiej zabawy. Może nie była w jego typie.

 

Kiedy dwa lata później sąsiedzi zaczęli przyjeżdżać ze świeżo adoptowaną ze schroniska owczarkopodobną suczką, która jest większa do Tuśki, w Tusi obudził się lew – obrońca kociego stada. Nic nie pomogło, że Mańka, która ma cudowny charakter,  znosiła cierpliwie zjadliwe obszczekiwanie Tuśki. Mania tańczyła na ugiętych łapach, zapraszała do zabawy, do gonitwy, a Tuśka owszem, goniła, ale darła się przy tym w niebogłosy i nie miało to nic wspólnego z radością zabawy, po prostu pilnowała intruza na „swoim” terenie.

Tuśka słyszała psy z sąsiedniego gospodarstwa i trochę ją tam ciągnęło. Nie pozwalaliśmy jej tam biegać, bo dzieli nas droga asfaltowa, po której jeżdżą  różni szaleńcy. Ale czasem dawała nogę i tylko słychać było jak robi porządek wśród ujadających psiaków sąsiadów. One wszystkie są nieduże i na krótkich nóżkach, więc Tuśka, ze swoimi wysokimi łapami, wpadała tam jak pershing, robiła wielkie zamieszanie, no i siała popłoch. Pewnie jej się to podobało. Nam znacznie mniej.

Włożyliśmy dużo pracy w nauczenie jej, żeby zostawała po właściwej stronie drogi, kiedy szłam do sąsiadki z jakąś drobną sprawą. W końcu -  z dobrym skutkiem; siadała kilka metrów od asfaltu i śledziła mnie wzrokiem, płaczem przypominając o swojej niekomfortowej sytuacji, szczególnie kiedy oblegało mnie bardzo sympatyczne stadko sąsiedzkich piesków (one witają mnie radośnie, bo zawsze mam dla nich smakołyki). Ale chwaliłam ją za każdym razem wracając na nasza stronę drogi i była wtedy bardzo szczęśliwa.

Któregoś czerwcowego dnia, nasza dobrze już wychowana suczka przeleciała za mną przez drogę, ponieważ wśród gromady piesków wypatrzyła …szczeniaczka. Zanim się zorientowałam, złapała go w pysk i chciała uciec z nim do domu. No chciała ukraść dziecko! Na szczęście w porę jeszcze go odebrałam i zwróciłam mamie. Piesek był malutki, ale bardzo energetyczny i niewiele sobie robił z całego zdarzenia. Natomiast Tuśka dostała burę i potulnie wróciła ze mną do domu.

Jakiś czas był spokój, jednak po kilku dniach to suczki od sąsiadów zaczęły składać nam wizytę. Po zburzeniu starego domu, zniszczone ogrodzenie nie spełniało już swojej funkcji, więc szybko się zorientowały, że dostęp mają o każdej porze. Zaczęły przychodzić nocą. Buszowały pod domem, co oczywiście budziło naszą suczkę, a w konsekwencji  domowników.

To były upalne dni. Układałam wtedy podjazd z rozbiórkowych cegieł. Pracowałam na klęczkach i wtedy obok mnie na kupce piasku zaczął się pojawiać  szczeniak od sąsiadów. Na początku przychodził z matką i ze starszą siostrą, a potem też sam. Przeganiałam towarzystwo, bo bardzo się denerwowałam, że defilują po drodze, ale nieskutecznie. Przez cały miesiąc towarzyszył mi w pracy. Sądziłam, że czeka tylko na jedzenie, więc dawałam i odsyłałam do domu. Starsze odchodziły, ale on nie.

Ciekawe, że Tusia przestała reagować na pieski sąsiadów. Udawała, że ich nie widzi. Natomiast wyraźnie lgnęła do małego. Sąsiadka dała mu na imię Kropek, bo miał białą kropkę na ogonie. Kropek miał przy tym ogromne stojące uszy, przez co wyglądał komicznie, oraz wspaniały pogodny charakter i uśmiech na pysku.

Głupio mi było wobec sąsiadów, ale oni też mają teren nie ogrodzony i wszystkie pieski biegają, gdzie chcą. Kropek był uroczy i przymilny, a na dodatek Tuśka się zaczęła z nim bawić po psiemu. Naprawdę! Ganiały się jak dwa szczeniaki. Nasza suczka wyraźnie odrabiała zaległości z lat dziecinnych. Byliśmy zaskoczeni, ale i zadowoleni, bo niezwykle  przyjemnie jest zobaczyć, jak pies wraca do swojej natury. Traktowaliśmy to jednak tylko jako przyjaźń sąsiedzką, bo marzyło się nam, że - jak tylko zrobimy płot - sprowadzimy sobie dużą suczkę, taką jak była nasza Awa (sznaucerka olbrzymka).

W sierpniu Kropek zaczął sypiać u nas przed domem. Sprawa robiła się poważna, więc rozmówiliśmy się z sąsiadką i postanowiliśmy, że ona Kropka zamknie w ogrodzie. Zależało jej na Kropku, bo zapowiadał się na większego pieska, a w gospodarstwie od kilku lat rodziły się (i przeżywały) same maleńkie suczki. Nooo, sąsiadka wytrzymała piętnaście minut. Tak Kropek zareagował na ograniczenie wolności do sporego przecież ogrodu – wył jak potępieniec.

Na początku września pogadaliśmy z Jackiem i uznaliśmy, że skoro nas sobie wybrał i tak dobrze się dogaduje z Tuśką, to niech zostanie. Nie będzie to wymarzony duży pies, ale liczyliśmy, że jeszcze dobrze podrośnie, bo -według zeznań sąsiadki – urodził się w maju. Wzięliśmy nalewkę i wybraliśmy się do sąsiadów na oficjalne przejęcie psa. Psa… no właśnie. Kiedy Kropek wyłożył się brzuchem do góry, to się okazało, że to Kropka.

Kupiliśmy Kropkę od sąsiadów za jednego funta brytyjskiego. To już u nas tradycja. Kiedyś oddaliśmy szczeniaka Awy, Brando, za funta. Wydaje się nam, że dobrze jest zapłacić za psa choć symbolicznie.

Sąsiedzi znają nasz stosunek do zwierząt. Spokojnie przyjęli oświadczenie, że Kropka nie będzie psem podwórzowym, że zamieszka w domu i pewnie będzie spała w łóżku (zameldowała się już pierwszej nocy). Uprzedziliśmy też, że zamierzamy ją wysterylizować. Wiem, że było im szkoda, ale wiedzieli, że będzie miała dobre życie, no i pewność, że będzie ich odwiedzać.

Na szczęście Cichosza od początku łagodnie znosił nadekspresyjną wylewność Kropki. I do dziś tak jest. Czasem mam wrażenie, że go zaliże na amen, ale on to znosi do czasu, a potem karci ją łapą i tyle.

Po adopcji zabraliśmy Kropkę do weterynarza. Na szczepienia, odrobaczenie etc. Pani Doktor orzekła, że skoro ma trzy miesiące, to urośnie do jakichś dwudziestu pięciu kilogramów. Miała być większa od Tusi.

Miesiąc później Kropka zaczęła zmieniać zęby. Wtedy już wiedzieliśmy, że musiała się urodzić wcześniej. Tak to już jest w gospodarstwie. Psy się rodzą w szopie i nikt o tym nie wie, dopóki matka ich nie ujawni. No to Kropka miała już sześć miesięcy, a to oznaczało, że  raczej niewiele urośnie. Tak też się stało. Teraz ma  dziewięć miesięcy, waży tyle, co Tusia, ale jest ciut niższa, za to dłuższa. Uszy zostały duże i stojące, a uśmiechnięty pyszczek jest jej znakiem rozpoznawczym.

Od paru tygodni zaczęła nam uciekać z siostrą na wyprawy do lasu i nad jezioro. Widać było, że czas na sterylizację. Zabieg już za nami. Pan Doktor zrobił artystyczny szew śródskórny. Niejedna kobitka by taki chciała mieć. Zagoiło się jak na psie. Prawie już śladu nie widać, tyle, że brzuszek wygolony.

Kropka absolutnie fantastycznie dogaduje się z Tuśką. Tusia ma do niej niezwykłą cierpliwość i zawsze jest gotowa do wspólnej zabawy, mimo różnicy wieku. Dopiero teraz nasz starszy pies jest naprawdę szczęśliwy. Gada po psiemu i ktoś ją wreszcie rozumie! A mała nie ma zapędów dominacyjnych, więc w przyszłości nie powinno być kłopotów z hierarchią stada. Na razie i tak najwyżej stoi kot. On zawsze pierwszy dostaje jedzenie. Wiadomo. Łudzimy się też, że my jesteśmy nad kotem, ale to nie wiadomo…

 

 

© wybraliśmy LEPSZE ŻYCIE
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci