Menu

wybraliśmy LEPSZE ŻYCIE

Pewnie niektórym z Was śni się ucieczka na wieś. Nam się to udało i zaczęliśmy nowe, lepsze życie.

NIEWOLNICY URZĘDU PRACY

owapastelowa

P1110489

Od prawie dwóch lat jestem bez pracy, zaczęłam więc poważnie myśleć o założeniu jakiejś firemki, czegoś, co w oficjalnej nomenklaturze nazywa się mikroprzedsiębiorstwem. Naczytałam się wcześniej, jak to można wziąć dofinansowanie z Unii a to właśnie na tworzenie mikroprzedsiębiorstw na terenach wiejskich, a to z funduszu restrukturyzacji rolnictwa, a jest przecież jeszcze program Kapitał Ludzki i program  50 plus, no i jeszcze z funduszów urzędów pracy – no żyć, nie umierać!

Jakimś jednak sposobem, akurat tutaj, gdzie jest najwyższe bezrobocie w kraju, okazało się, że nabór do programu tworzenia mikroprzedsiębiorstw już się zakończył, inne fundusze  na lata 2007-2013 też już są całkowicie wykorzystane i jedyne, co jest jeszcze dostępne, to fundusze z urzędu pracy. Ale – aby mieć szansę skorzystać z tych ostatnich – trzeba być zarejestrowanym bezrobotnym.

Przełknęłam więc dylematy ambicjonalne i zarejestrowałam  się w urzędzie pracy. Tam zostałam grzecznie przyjęta i  poinformowana, że będzie organizowany kurs prowadzenia działalności gospodarczej, na który się skwapliwie zapisałam.

Przy okazji dowiedziałam się też, że osoby, takie jak my, to znaczy pracujące na umowy o dzieło, w ogóle nie mają prawa do zasiłków. Natomiast urząd opłaca ubezpieczenie zdrowotne zarejestrowanego i ewentualnie dzieci oraz małżonka, jeśli ten też pozostaje bez pracy.

Do tej pory opłacaliśmy z Jackiem dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne, które, nie wiedzieć czemu, jest prawie dwukrotnie wyższe niż to, które się płaci, pracując na etacie. O tyle więc mieliśmy odczuć ulgę finansową, co oczywiście nie jest bez znaczenia, gdy od wielu miesięcy żyje się z oszczędności.

Minął miesiąc, dostałam zawiadomienie, że zakwalifikowano mnie na kurs prowadzenia działalności gospodarczej, ale jeszcze nie wiadomo kiedy on się odbędzie. Minął drugi miesiąc i nagle dostaję esemesa od urzędu pracy, że mam zgłosić się po odbiór oferty pracy.

No to jadę. A w urzędzie kolejka ponad stuosobowa. Trzeba czekać, bo tylko jeden urzędnik dziś przyjmuje  ( zwykle dwóch). A wśród tłumu oczekujących kręcą się panie, jak się okazało ankieterki. Jedna z nich także do mnie podeszła. Powiedziała, że przeprowadza ankietę na temat bezrobotności, przygotowaną przez Narodowy Bank Polski. ??? Dlaczego przez NBP? Czy to jest aby ta instytucja, która w Polsce powinna zajmować się bezrobociem? Chyba jakieś pomieszanie pojęć… Ale odpowiadam na kolejne pytania, bo co mi szkodzi. Pani ankieterka jest coraz bardziej współczująco zaintrygowana, gdy dowiaduje się jaki wykonywałam zawód. A na koniec, wraz z życzeniami powodzenia, dostaję, tak jak i pozostali indagowani, pamiątkową monetę „ na szczęście”. Na awersie – Cyprian Kamil Norwid. Na rewersie – 2 złote.

Czekałam ponad trzy godziny, by w końcu dowiedzieć się od uprzejmego pana, że czeka na mnie oferta pracy „pracownik biurowo-magazynowy w przetwórni pasz”, z wymaganym wykształceniem średnim ekonomicznym, w małej miejscowości oddalonej od naszego domu o około czterdzieści kilometrów. Pan nie był w stanie udzielić informacji ani o zakresie obowiązków na tym stanowisku, ani o wysokości oferowanych zarobków, ale,  jak wcześniej dowiedziałam się od innych bezrobotnych, nikt tu nie oferuje zarobków wyższych niż musi, a musi dać najniższą krajową, i tyle daje, to jest 1.600 zł brutto, czyli niecałe 1.200 netto.

Wyraziłam swoje zdumienie ofertą, ale pan wyjaśnił, że – po pierwsze – system wybrał mi taką ofertę, bo mam w  przeszłości skończone studia ekonomiczne i nie jest ważne, że to było dwadzieścia siedem lat temu, a potem nie miałam, już nic wspólnego z tą profesją. Po drugie – fakt skierowania mnie na kurs jest dla urzędu mniej ważny niż „powstanie zatrudnienia” ( gdybym podjęła pracę, nie mogłabym brać udziału w kursie). Po trzecie – rzeczone  miejsce pracy znajduje się  w innym powiecie i na dodatek nie ma tam dojazdu środkami publicznymi, co pozwala  mi bez konsekwencji nie przyjąć tej oferty.

Bo przepisy stanowią tak, że urząd ma zaoferować bezrobotnemu  „ odpowiednią pracę”, to znaczy taką, „do której wykonywania bezrobotny ma wystarczające kwalifikacje lub doświadczenie zawodowe, albo może je wykonywać po odpowiednim przeszkoleniu lub przygotowaniu zawodowym dorosłych, a stan zdrowia pozwala mu na ich wykonywanie oraz łączny czas dojazdu do miejsca pracy i z powrotem środkami transportu zbiorowego nie przekracza 3 godzin, za wykonywanie której osiąga miesięcznie wynagrodzenie brutto w wysokości co najmniej minimalnego wynagrodzenia za pracę w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy.” Nieprzyjęcie oferty po raz pierwszy skutkuje utratą uprawnień bezrobotnego na 4 miesiące, drugi raz – na 6, a trzeci – na 9 miesięcy. A planowane są jeszcze zaostrzenia tych terminów.

Poszperałam w necie, porozmawiałam z ludźmi i dotarło do mnie jak wrednie są wykorzystywane te przepisy. Spotkałam, się z przypadkiem, kiedy kobieta otrzymała ofertę pracy na jedną czwartą etatu za 330 złotych, przy czym miesięczne koszty dojazdu do pracy wynosiły 300 złotych i zgodnie z przepisami była zobligowana do przyjęcia tej oferty.

To okropnie upodlające i  jednocześnie demoralizujące, jeśli oferowane zarobki są na poziomie zasiłku dla bezrobotnych lub poniżej  jego wartości i jeśli takie same zasiłki można uzyskać od pomocy społecznej.

I naprawdę drugorzędny jest rodzaj pracy, jeśli da się zarobić na godziwe życie. Nie bez powodu dawniej jeździliśmy na Zachód sprzątać, zmywać gary czy niańczyć dzieci. Nikt się wtedy nie obrażał, chował dyplom do szuflady i jechał zarobić u kapitalisty. To była prosta kalkulacja. Ale też wolny wybór.

A teraz nasze państwo staje w roli nadzorcy niewolników i każe pracować poniżej kwalifikacji bez zapewnienia choćby minimalnie godziwego wynagrodzenia. No to jak to ma stymulować zmniejszenie bezrobocia? Ano chyba tak, że ludzie nie przyjmują upokarzających ofert i tracą uprawnienia, a w ten sposób znikają z rejestru bezrobotnych i statystyka się poprawia! Strach myśleć jaki naprawdę jest poziom bezrobocia!

A gdzie szczytne cele pomocy bezrobotnym? Wszyscy trąbią dookoła jak to utrata pracy prowadzi często do stanów depresyjnych, że trzeba wyciągnąć rękę, zapewnić pomoc psychologiczną. To wszystko medialne bzdury. Wystarczy popatrzeć na ludzi w kolejkach w urzędach pracy…

Być może w dużych miastach jest grono cwaniaczków, którzy biorą zasiłek i jednocześnie pracują na czarno.

W małych ośrodkach, na wsi większość bezrobotnych ludzi nie ma prawa do zasiłku, a pracują na czarno, bo chcą żyć i nie mają możliwości grymaszenia, gdy pracodawca łaskawie daje robotę, ale bez świadczeń. Nikt się nie będzie martwił ewentualną emeryturą, kiedy dzieci nie mają co jeść. A okoliczni pracodawcy perfidnie wykorzystują sytuację – zatrudniają delikwenta na rok za najniższe wynagrodzenie, po roku dają wymówienie, by dostał tak zwaną kuroniówkę i wtedy delikwent pracuje za pół darmo, za obietnicę kolejnego zatrudnienia,  kiedy mu się skończy zasiłek.

Obok mnie w kolejce siedziała pani, która miała sześcioosobową rodzinę – wszyscy już dorośli i tylko mąż ma rentę, reszta szuka pracy. Ona czekała na ofertę dla sprzątaczki bądź pomocy piekarza. Jej poprzedni zakład pracy został zlikwidowany.

Wierzcie mi, że tutaj, jeśli już ktoś znajdzie dobrą pracę , to  ją naprawdę szanuje. Może dlatego  w sklepach nie widuje się skrzywionych i nieszczęśliwych sprzedawców, czy robiących łaskę pracowników technicznych. Wszyscy chętnie pomagają, bo to znaczy, że są potrzebni.

A nasi fantastyczni urzędnicy ministerialni piszą kolejne rewelacyjne programy rządowe i rosną sterty papierków, mnożą się byty biurokratyczne, a życie coraz bardziej rozmija się z uczesaną teorią ze szczytów władzy.

Już nie wierzę żadnemu z polityków. Świetnie się bawią, prowadząc błyskotliwe pyskówki, choćby w audycji Moniki Olejnik, ale nie mają pojęcia jak naprawdę ludzie żyją i – mam wrażenie – nikomu to nie przeszkadza. Ludzie w końcu i tak kogoś wybiorą ( nawet jak nie zagłosują), taki system. Politycy żyją w świecie wyimaginowanym, a my tu, w świecie realnym, a między nami Rów Mariański…

12 maja 2013

© wybraliśmy LEPSZE ŻYCIE
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci